Dla rodziców

Informacja dla rodziców dzieci przybywających z Ukrainy / ІНФОРМАЦІЯ ДЛЯ БАТЬКІВ ДІТЕЙ, ЯКІ ПРИБУВАЮТЬ З УКРАЇНИ

Ministerstwo Edukacji i Nauki przygotowało informację dla rodziców dzieci przybywających z Ukrainy. W materiale znalazły się praktyczne wskazówki dotyczące zapisania dziecka do szkoły oraz praw, jakie przysługują uczniom z zagranicy w polskich szkołach. Informacja została opracowana w języku polskim i ukraińskim.

Więcej informacji pod linkiem:  https://www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/informacja-dla-rodzicow-dzieci-przybywajacych-z-ukrainy

 

Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie w Ukrainie?

Poniżej  kilka wskazówek dla rodziców.

  1. Zacznijmy rozmawiać: To bardzo ważne, aby dzieci o tym, co się dzieje, dowiadywały się w pierwszej kolejności od nas – w bezpiecznej relacji i przestrzeni. Wiadomość o wojnie zawsze budzi strach i uruchamia lawinę lęków. Jeśli to my tę wiadomość dziecku podamy, mamy szansę zadbać o jego emocje, zaopiekować się nimi. Nie łudźmy się, że przed trudną wiedzą możemy dzieci uchronić. Można się z nią zetknąć dosłownie wszędzie – w transporcie publicznym, w szkole przez rówieśników, we wszystkich mediach, też społecznościowych. Na to nie mamy wpływu. Możemy jednak wziąć odpowiedzialność za to, jak sami dziecko przygotujemy na wieść o wojnie – podając ją w możliwie najbardziej bezpieczny, delikatny sposób.
  2. Dozujmy informacje: Wojna ma najbardziej okrutne, brutalne oblicze. W najbliższym czasie prawdopodobnie będą do nas docierać drastyczne szczegóły inwazji, wstrząsające relacje i opowieści. Starajmy się nie epatować nimi dzieci. Powinny dowiedzieć się, że trwa wojna – ale w miarę możliwości zadbajmy, aby nie stykały się z tymi najbardziej koszmarnymi jej aspektami.
  3. Uważajmy na obrazy: Wyobraźnia dziecka czerpie z tych zasobów, które jego umysł zdołał zgromadzić. Hasło „wojna” nie musi dla niego oznaczać płonących domów, zakrwawionych twarzy, zmasakrowanych ciał. I możemy starać się, aby takie obrazy do dzieci nie trafiły, aby nie zapisały się w ich głowach. Postarajmy się więc nie oglądać relacji wideo przy dzieciach, nie pokazujmy im dramatycznych zdjęć. Swoją potrzebę zdobywania wiedzy na temat tego, co dzieje się w Ukrainie, starajmy się zaspokajać nie w ich obecności. Zamiast obrazów dajmy dzieciom słowo. Rozmowa pozwala reagować na emocje dziecka, a słowo uruchomi w głowie dziecka dokładnie tyle, ile ono jest w stanie przyjąć. To obraz i wizja może epatować czymś, na co dziecko nie jest gotowe – dlatego nie szafujmy nimi lekko. To ważne.
  4. Wyjaśniajmy w miarę możliwości, co się dzieje: Wiedza zawsze uspokaja, daje poczucie oswojenia tematu. W zależności od wieku i możliwości rozumienia sytuacji przez dziecko możesz mu opowiedzieć, jak doszło do inwazji na Ukrainę, kto rządzi Rosją i co może zrobić teraz Zachód. Opowiedz dziecku o NATO – to buduje poczucie bezpieczeństwa. „Jesteśmy w sojuszu wojskowym z największymi armiami świata. W tym sojuszu kraje umówiły się, że nie wolno zaatakować żadnego z nich, bo wtedy odpowie cały sojusz. To sprawia, że jesteśmy bezpieczni”.
  5. Odpowiadajmy na pytania, niekoniecznie wybiegajmy w przód: Dzieci mają różny stopień gotowości przyjęcia złych informacji i różną potrzebę zaspokajania wiedzy. Dlatego po tym, co niezbędne, czyli podaniu dziecku podstawowej informacji o wojnie – otwórzmy się na jego ciekawość. Dziecko będzie pytać o tyle, ile jest w stanie udźwignąć. Odpowiadajmy szczerze i zgodnie ze swoją wiedzą, ale też z uważnością na wrażliwość dziecka. To my znamy je najlepiej i wyczuwamy, ile będzie „już zanadto”.
  6. Próbujmy ukoić emocje: Najprawdopodobniej – mimo naszych starań z punktu 3 i 4 – dzieci trafią w tych dniach na przekazy, na które nie są emocjonalnie gotowe. My więc bądźmy gotowi na to, aby ukoić emocje. Jeśli widzimy, że dziecko jest rozdrażnione, zestresowane, rozbite – pamiętajmy, że zmaga się z czymś, co jest ponad jego siły pojmowania świata. Trochę tak, jakby świat z nawalanki gry komputerowej czy filmu sensacyjnego wkroczył nagle do naszych domów. Dajmy dziecku dużą dawkę wyrozumiałości, weźmy poprawkę na jego zachowanie, jeśli zrobi aferę lub eksploduje złością. Próbujmy nazywać jego uczucia i to, jak trudna jest sytuacja. Możemy powiedzieć: „Rozumiem, co przeżywasz. Widzę, że się stresujesz. To bardzo trudne, co się dzieje”.
  7. Przytulajmy, przytulajmy, przytulajmy To zawsze działa.
  8. Pozwólmy sobie na emocje, ale nie wpadajmy w panikę przy dziecku To prawda, wszyscy jesteśmy zdruzgotani inwazją Putina, nie możemy sobie znaleźć miejsca, myśleć o czymś innym. Dlatego pamiętajmy o żelaznej zasadzie powtarzanej przed każdym lotem – zadbajmy najpierw o siebie. Pozwólmy sobie na płacz i złość, rozmawiajmy z bliskimi dorosłymi, szukajmy pokrzepienia i wsparcia na wszystkie sposoby, które nam pomagają. Ważne jednak, abyśmy przy dzieciach to my byli źródłem wsparcia! Gdy osuwa się dzieciom poczucie bezpieczeństwa, bo wojna wkracza do ich świata – to rodzic musi być jak skała, na której można się oprzeć. Powtarzaj w rozmowie z dzieckiem ze spokojem: „Jestem przy tobie. Zadbam o to, abyśmy byli bezpieczni. Ty się nie musisz o to martwić”. To słowa jak kojący plaster. Jeśli pomoże wam wspólny płacz, dzielenie się smutkiem – zróbcie to. Ale jako rodzic nie wpadaj w histerię przy dziecku. Jeśli czujesz, że już nie możesz dłużej „się trzymać” – wyjdź i daj sobie przestrzeń na to, czego potrzebujesz. Ważne, aby nie przestraszyć dziecka własną rozsypką.
  9. Walczmy z poczuciem bezradności Przekonanie, że możemy zrobić choćby coś symbolicznego, daje ulgę. Możemy wywiesić ukraińską flagę w oknie lub pójść na demonstrację poparcia dla Ukrainy. Możesz porozmawiać z dzieckiem o tym, że przyjedzie do Polski pewnie wielu uchodźców z tego kraju i będziemy mogli wspólnie im pomóc. Jeśli Zachód nałoży dotkliwe sankcje na Rosję i odczujemy ich skutki – będziemy mogli wyjaśnić, że to pomaga napadniętemu krajowi i jest wyrazem naszej siły. Cieszmy się razem z dziećmi z wyrazów solidarności z Ukrainą, które płyną ze świata, a frustracje raczej zostawmy dla siebie. Dawajmy nadzieję. Nie poddawajmy się!

 

Autorką materiału zaczerpniętego ze strony   https://kosmosdladoroslych.pl/ale-temat/jak-rozmawiac-z-dziecmi-o-wojnie-w-ukrainie/   jest Joanna Czeczott  – reporterka, pisarka, współzałożycielka i redaktorka naczelna pisma „Kosmos dla dziewczynek”.

Udostępniamy również  link:

Jak wspierać i (czy) rozmawiać z dziećmi o wojnie w Ukrainie?

 

 

Udostępniamy kilka przydatnych linków:

Dziecko w dobie ekranów. Jak korzystają z urządzeń mobilnych dzieci poniżej 6. roku życia?

Jak wychować dziecko w dobie ekranów? „Największe wyzwanie rodzicielskie naszych czasów” cz. 2

Dziecko bezpieczne przed ekranem – 8 porad dla rodziców

Dziecko i… kupa. Problemy z oddawaniem kału a zaburzenia o charakterze nerwowym

Mój niespełna 2,5 letni syn wstrzymuje robienie kupy. Chętnie siada na nocnik, ale twierdzi, że nie da rady, że nie lubi robić kupy. A kiedy czuje, że nie utrzyma, wtedy gwałtownie odmawia siadania na nocnik, tupie, złości się i płacze. Trzymam go wtedy za rączki i staram się spokojnie mówić, że jak zrobi kupę to przestanie go boleć brzuszek itp., w końcu daje się przekonać i jest dumny z siebie, że się udało…

Opracowaliśmy taką metodę, która działała bezbłędnie przez pół roku: po tym jak przez 8 dni nie robił kupy postanowiliśmy wdrożyć zmiany: sadzaliśmy go na nocnik po każdym posiłku, po trzech dniach dawaliśmy mu czopek, a jak zrobił kupę to dostawał słodką nagrodę i wspólnie całą rodziną oglądaliśmy jego ulubione bajki. Od czterech tygodni ten system nie działa. Potrafi powstrzymać sie nawet po czopku i lewatywie. Próbowaliśmy rożnych nagród i nic. W akcie desperacji mówiliśmy mu, że się o niego martwimy i że nam smutno i że to jest niebezpieczne, ale on twierdzi: „mamo nie martw się, kocham Cię”.  Nie wiem co zrobić.  Wiem, że nie jest to problem zdrowotny, bo miał robione wszystkie badania wykluczające problemy związane z fizycznymianatomicznymi problemami. Co zrobić?

 

Mój synek ma 3,5 roku. Bez problemu siusia w toalecie na ubikacji natomiast kupkę robi tylko w majtki. Nie chce usiąść na nocnik czy ubikację, nie pomagają też żadne nakładki na ubikację. Jak go tego oduczyć? Synek już od roku nie nosi pampersa, przez jakiś czas nosił go w nocy, ale rano był suchy. Proszę o poradę.

Moja dwuletnia córka ma problem z oddawaniem kału. Ciąża była trudna, ponieważ rozchodziliśmy się z tatą dzieci – osobą przemocową. Moja córeczka jest bardzo związana z tatą. Teraz tak strasznie boi się zrobić kupę, że potrafi ją nosić 7 dni drepcząc. W końcu robi ją ze strasznym bólem i płaczem. Kiedy zaczyna chcieć się jej kupę, odmawia jedzenia przez parę dni tylko pije. Zmieniłam dietę , włączyłam laktulozę, ale nic to nie daje. Lekarze mówią, że to psychiczne – powiązali to z urodzeniem się dziecka.

Wojciech Eichelberger:

Ponieważ pojawiło się kilka zapytań w sprawie treningu toaletowego małych dzieci, które dotyczą bardzo specyficznych zaburzeń o charakterze nerwowym/neurotycznym, więc zgodnie z naszą zasadą nie będę odnosił się do pojedynczych przypadków, które wymagają indywidualnego i wnikliwego podejścia, lecz przedstawię mój ogólny komentarz na ten temat.

Problemy z treningiem toaletowym, a w szczególności z oddawaniem kału (robieniem kupy) pojawiają się coraz częściej. Przyczyn może być kilka.

Nasilająca się w naszej kulturze obsesja czystości

Widzimy to na co dzień w kampaniach reklamowych usiłujących sprzedać nam coraz więcej produktów do utrzymywanie higieny i czystości zarówno w mieszkaniach jak i osobistej – proszki wybielające, preparaty dezynfekujące, a także środki antyzapachowe.

Jeżeli dzieci oglądają te reklamy, jeśli rodzice ulegają presji utrzymywanie domów w standardzie higienicznym sali operacyjnej, to trudno się dziwić, że ich dzieci nie chcą się brudzić i wydzielać przykrych zapachów. Popkulturowy wzorzec doskonałości jest współcześnie powiązany z umiejętnością całkowitej kontroli nad swoją fizjologią i higieną. Dzieci od najmłodszych lat będą chciały naśladować ten wzorzec. Rodzice przekazują go potomstwu dążąc do tego aby jak najszybciej usiadło na nocniku i kontrolowało swoje wydalanie, za co jest entuzjastycznie chwalone. Przedwczesna presja rodziców jest przez dzieci odbierana jako wyraz dezaprobaty dla wydalania jako takiego.

Z badań psychofizjologii rozwojowej wynika, że całkowitą zdolność do specyficznej kontroli zwieraczy krocza dziecko uzyskuje pod koniec trzeciego roku życia. Zmuszanie dziecka do tego wcześniej, stawia je wobec niewykonalnego zadania, co owocuje z czasem chronicznym napięciem w całym obszarze podbrzusza i przepony krocza. Napięcie to może nabrać charakteru trwałego, a brak kontroli nad zwieraczami uniemożliwia dziecku rozluźnienie konieczne do sfinalizowania wydalania. Może się to wydać obrazoburcze, ale zapewniam państwa, że dla przyszłego szczęścia waszych dzieci lepiej jest gdy dziecko nawet do wieku lat 4 czy 5 nie w pełni kontroluje swoje wydalanie niż gdy zaczyna je kontrolować przedwcześnie, na przykład w wieku lat 2. W świetle tego wymaganie wielu żłobków i klubików dziecięcych, aby dzieci poniżej lat 3 kontrolowały zwieracze jest świadectwem niewiedzy lub nadmiernej tendencji do ułatwiania sobie życia kosztem zdrowia i przyszłości dzieci.

Reakcje rodziców na siku i kupę

Drugim powodem bywa osobista postawa, sposób reagowania rodziców na przykre zapachy i wydzieliny dzieci w okresie niemowlęcym i później. Często mylnie zakładamy, że dzieci w wieku niemowlęcym nie rejestrują naszych reakcji i komentarzy. Pamiętajmy, że choć nie rozumieją słów to w tonie melodii i głosu wyczuwają bezbłędnie najmniejszy ton dezaprobaty. Jeżeli na przykład przy wymianie pieluch lub w innych sytuacjach, gdy dziecko się zabrudziło kupą lub zsikało, reagujemy z obrzydzeniem i niechęcią, to dziecko w późniejszym okresie będzie powstrzymywać się przed robieniem nam takiej przykrości. Późniejsze tłumaczenie i nagrody nie są tego w stanie szybko zmienić.

W związku z tym, dobrą radą dla rodziców, którzy jeszcze nie zabrnęli w opisane w państwa mailach kłopoty, jest reagowanie z zachwytem na wszelkie przejawy tzw. czynności eliminacyjnych organizmu dziecka.
Wielu rodziców wyraża dezaprobatę dla sikania i robienia kupy w majtki w nadziei, że dzięki temu dziecko wcześniej zacznie siadać na nocniku. W świetle tego co powyżej, takie działanie jest pozbawione sensu.

Problemy rodziców

Nie bez znaczenia jest też stosunek rodziców do własnych czynności eliminacyjnych. Jeśli rodzice przeżywają negatywnie i z obrzydzeniem skądinąd błogosławione i niezbędne do życia pobyty w toalecie, to dzieci z pewnością będą brać z nich przykład.

Wtedy wielką pomocą dla dzieci może być własna praca rodziców nad swoim problemem nadmiaru kontroli. Wielu rodziców żyjących w stresie i pośpiechu żyje w permanentnym napięciu zwieraczowym, kolokwialnie zwanym dupościskiem. To z łatwością rejestrowane jest przez dzieci i nieświadomie naśladowane. Świadectwem tego jest często używanie zdrobnień i eufemizmów w nazywaniu i opisywaniu czynności fizjologicznych (kupka, psipsi itp) lub/i ignorowanie ich przejawów (o tym się nie mówi).

W psychoterapii uważa się, że problemy z wydalaniem na najgłębszym poziomie mogą świadczyć o zaburzonej wymianie z otoczeniem polegającej na przewadze tendencji do brania nad dawaniem, popularnie zwanego skąpstwem. Jeśli mamy taki kłopot z dziećmi, powinniśmy jako rodzice, przyjrzeć się sobie także w tym aspekcie.

Rodzicom, których dzieci już mają kłopoty z wydalaniem opisane w listach czytelników, zalecam udanie się do renomowanych ośrodków zajmujących się terapią małych dzieci.

PS. Gdybym miał jednak ryzykować „w ciemno” interwencję terapeutyczną wobec dzieci opisanych w listach czytelników we wstępie lub innych dzieci do lat 3-4 mających podobne problemy, to zaleciłbym pozwolenie im na noszenie pampersów i rezygnację z wszelkich nacisków na kontrolę wydalania aż do czasu, gdy same będą chciały się ich pozbyć. Przerażonych rodziców zapewniam, że to z pewnością nie potrwałoby długo.

 

Źródło: https://miastodzieci.pl/czytelnia/dziecko-i-kupa/